Żużlowe motory po raz pierwszy zawarczały w Toruniu już w roku 1930, kiedy to rywalizacja podzielona była na klasy, uzależnione od pojemności motocykli. Do wybuchu II wojny światowej zawody w dirt-tracku, bo tak wówczas nazywano speedway, rozegrano w Toruniu jeszcze kilkunastokrotnie.
Tuz po wojnie - w 1946r. powstał Toruński Klub Motocyklowy. Cztery lata później rozgrywanie zawodów przeniesiono z ulicy Bema na stadion wojskowy mieszczący przy ulicy Broniewskiego, gdzie żużlowcy ścigają się do dnia dzisiejszego. Najlepszym zawodnikiem toruńskim w tamtym czasie był Zbigniew Raniszewski, który jednak tragicznie zginął w czasie zawodów rozgrywanych we Wiedniu w połowie lat 50-tych.
Od 1957 roku toruński klub działał w ramach Ligi Przyjaciół Żołnierza, a rok później torunianie rozegrali pierwsze spotkanie pod tym szyldem, wygrywając z Unia Leszno. W 1959 roku zawodnicy z Grodu Kopernika po raz pierwszy wystąpili w III-ligowych rozgrywkach, zajmując w nich przedostatnie, siódme miejsce. Do II ligi LPŻ Toruń "awansował" wskutek reorganizacji rozgrywek w 1960r., jednak w swoim pierwszym, drugoligowym sezonie zajął ostatnie miejsce w grupie "zachodniej".

Po tym, jak Liga Przyjaciół Żołnierza zaczęła wycofywać się z utrzymywania sekcji żużlowej, w 1962 roku został założony Klub Sportowy "Apator", który był nazwą Pomorskich Zakładów Wytwórczych Aparatury Niskiego Napięcia (PZWANN). Z czasem żużel i nazwa "Apator" zrosły się niemal w jedno, dzięki finansowaniu sportu przez zakład, a z drugiej strony żużel promował także tę toruńską firmę. Pod koniec lat 60-tych "odgórnie" nakazano klubowi używania nazwy "Stal", tak jak zrzeszenie, w którym funkcjonował. Kibice jednak cały czas dopingowali swoją drużynę nazwą "Apator", która to bardzo dobrze wśród nich się przyjęła, a z czasem powróciła także do oficjalnej nazwy zespołu.
Pierwszy rok współpracy z "Apatorem" przyniósł dobre, trzecie miejsce w II lidze i powoli w Toruniu zaczęto myśleć o awansie do najwyższej klasy rozgrywek. Niekwestionowanym liderem wśród torunian był Marian Rose, który późno trafił do żużla, jednak szybko zaczął odnosić duże sukcesy, z medalami mistrzostw świata włącznie. Raz za razem wpisywał się także na listę rekordzistów toruńskiego toru. Wszystko co Rose robił - podporządkowane było żużlowi i na żużlu też torunian zginął... 19 kwietnia 1970 roku w czasie zawodów w Rzeszowie Rose upadł, prowadząc w pierwszym swoim wyścigu. Dwóch zawodników jadących za nim zdołało go wyminąć, jednak sztuka ta nie udała się temu ostatniemu. Marian Rose zginął, broniąc do końca swoich chwil toruńskich barw. To właśnie Jego imię nosi stadion przy ulicy Broniewskiego.

Na awans do I ligi Stal Toruń musiała jeszcze kilka lat poczekać. Pierwsza okazja nadarzyła się w 1973 roku, kiedy to torunianie zajęli 2 miejsce w drugoligowych rozgrywkach, dzięki czemu mogli rywalizować w barażach o ekstralige. Przeciwnikiem był rywal zza miedzy - Polonia Bydgoszcz, jednak okazał się on przeszkodą nie do przejścia. Dwa lata później sytuacja się powtórzyła - Stal ponownie zajęła 2 miejsce w rozgrywkach i w barażach stanęła przeciwko bydgoskiej Polonii. I tym razem sąsiedzi okazali się lepsi, jednak powiększenie liczebności I ligi do 10 zespołów pozwolił torunianom awansować do elity. Największy udział w tym sukcesie z 1975 roku mieli m.in. Janusz Plewiński, Jan Ząbik, Bogdan Krzyżaniak czy też Roman Kościecha, a zatem zawodnicy, których nazwiska są nieobce i dzisiejszym fanom speedwaya.
W pierwszym swoim występie w I lidze Stal Toruń przegrała z częstochowskim Włókniarzem 35:60, jednak po serii kilku dobrych występów, torunianom udało się obronić miejsce w ekstraklasie. W tamtym roku miało tez miejsce kolejne tragiczne wydarzenie w historii toruńskiego żużla - 25 lipca w Częstochowie w jednym z wyścigów upadł Kazimierz Araszewicz i kilka minut po dotarciu do szpitala zmarł w wyniku obrażeń odniesionych na torze.
Na przełomie lata 70-tych i 80-tych rozbłysł w Toruniu kolejny talent. Zawodnik, z którym przyszłość wiązał miejscowy klub był Wojciech Żabiałowicz, który szybko stał się jednym z liderów drużyny, tworząc razem z Janem Ząbikiem słynny tandem Z-Ż, który niemal doprowadził nasz zespół do medalu w 1979 roku. Wówczas zabrakło bardzie niewiele, jednak co się odwlecze... Cztery lata później – w 1983 roku – trenerem zespołu został gorzowianin Andrzej Pogorzelski, który doprowadził toruński Apator na ligowe pudło. Ostatecznie po wygranych w końcówce sezonu w derbach w Bydgoszczy oraz na własnym torze z Motorem Lublin na piersiach torunian zawisł brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski.
Trzy lata później - w 1986 roku Apator Toruń świętował jeszcze większy sukces, jakim był złoty medal w ligowych rozgrywkach! Jednak droga do niego nie była usłana różami - przez niemal cały sezon o prymat najlepszej druzyny w kraju, torunianie rywalizowali z odwiecznym rywalem zza miedzy - bydgoską Polonią. I choć wydawało się, że w końcówce sezonu to bydgoszczanie są bliżsi triumfu, to jednak ich niespodziewana porażka na własnym torze ze Stalą Gorzów, otworzyła drogę do toruńskiego złota. Po wygranej w ostatnim meczu z Kolejarzem Opole 64:26 - torunianie po raz pierwszy mogli świętować tytuł najlepszej drużyny w kraju. Oprócz sukcesów ligowych żużlowcy Apatora odnosili coraz więcej sukcesów w innych rozgrywkach - zdobywali złote medal w Indywidualnych Mistrzostwach Polski (Żabiałowicz), Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostwach Polski, a także Mistrzostwach Polski Par Klubowych. Do najjaśniejszych punktów zespołu z Grodu Kopernika należeli wówczas Wojciech Żabiałowicz, Stanisław Miedziński, Eugeniusz Miastkowski, Krzysztof Kuczwalski oraz Jan Ząbik, który powoli zbliżał się do końca swojej bogatej kariery, która ostatecznie zakończył w 1987 roku, a jego Turniej Pożegnalny wygrał wielki Hans Nielsen.

Lata 90-te, to złoty okres w historii toruńskiego żużla. W pierwszej ich połowie torunianie nie schodzili z podium, zdobywając seryjnie medale w lidze, a także w innych rozgrywkach. Drugi złoty medal ligowy torunianie zdobyli w 1990 roku, już w nieco zmienionym składzie. W klubie pojawiła się trójka młodych "muszkieterów": Mirosław Kowalik, Jacek Krzyżaniak i Robert Sawina, która przebojem wdzierała się do krajowej czołówki. Liderem ciągle był jednak Wojciech Żabiałowicz oraz Szwed Christer Karlsson, który jako pierwszy zawodnik zagraniczny założył plastron z "Aniołem" na piersi. Tym razem torunianie przez całe rozgrywki nie pozostawiali rywalom złudzeń, kto jest najlepszy. Tytuł zapewnili sobie już kilka ligowych kolejek przed końcem, deklasując w tabeli pozostałych rywali.
W 1991 roku kariery zakończyli kariery Wojciech Żabiałowicz i Eugeniusz Miastkowski, jednak w zespole byli już ich następcy. W polskiej lidze pojawiało się również wielu zawodników zza granicy, wśród których wyróżniał się Szwed Per Jonsson. Mistrz Świata z 1990 roku trafił rok później do Torunia, będąc jego niekwestionowanym liderem. Karierę "Długiego Pera" przerwał jednak upadek w czasie Derbów Pomorza w Bydgoszczy w 1994 roku, po którym Jonsson po dzień dzisiejszy zmuszony jest do poruszania się przy pomocy wózka inwalidzkiego. Także na początku lat 90-tych rozbłysła gwiazda Tomasza Bajerskiego, który mimo młodego wieku zaczął odgrywać coraz poważniejsza role w toruńskim zespole. Ukoronowanie złotego okres lat 90-tych wydawał się być sezon 1996, w którym byli bardzo blisko kolejnego złota. Pomimo jednak fantastycznego sezonu w wykonaniu Bajerskiego, Wiesława Jagusia i młodej australijskiej gwiazdy - Ryana Sullivana, torunianie musieli zadowolić się srebrnym medalem, po porażce w dwumeczu o złoty medal z Włókniarzem Częstochowa.
Po tym sezonie skład "Aniołów" uległ pewnym zmianom, a cały zespół jeździł nieco słabiej przez kilka kolejnych sezonów. W 1999 roku torunianie zmuszeni byli nawet do rozgrywania spotkań barażowych o utrzymanie w ekstraklasie, na szczęście poradzili sobie wówczas z drużyną z Zielonej Góry. Powrót na ligowe podium miał miejsce w roku 2001, kiedy to w składzie torunian pojawili się Szwedzi: Tony Rickardsson i Andreas Jonsson, a także wrócił po 4 latach spędzonych w Gorzowie - Tomasz Bajerski. Taki zespół, wsparty ponadto Jagusiem, Robertem Kościechą czy też Tomaszem Chrzanowskim do ostatniego meczu, a nawet ostatniego biegu w sezonie rywalizował o złoto z drużyną z Wrocławia. Ostatecznie po niezwykle emocjonującym meczu torunianie wygrali ostatni mecz z ekipą wrocławską 48:42 i zapewnili sobie trzeci tytuł DMP. Z kolei najlepszy chyba skład w historii polskiej ligi, torunianie "zmontowali" w 2003 roku, kiedy to w drużynie startowali m.in. mistrz świata Torny Rickardsson, wicemistrz Jason Crump, ponadto dwaj uczestnicy Grand Prix: Piotr Protasiewicz i Tomasz Bajerski, a jakby na dokładkę jeszcze Wiesław Jaguś i Robert Sawina. Zespół ten jednak zdołał wywalczyć "tylko" srebrny medal, po przegraniu finałowego meczu z Częstochowie. Po opuszczeniu zespołu przez kilku czołowych jeźdźców, torunianie w ciągu ostatnich kilku lat rokrocznie skazywani są na walkę o utrzymanie się w ekstraklasie, jednak za każdym razem zespół Apatora zaskakiwał wszystkich fachowców, plasując się zwykle w górnej części ligowej tabeli.

Przed 2006 rokiem ze sponsoringu toruńskiego klubu wycofała się firma Apator, dodatkowo drużynę opuścił Jason Crump, a jego miejsce zajął Duńczyk Bjarne Pedersen. Pomimo dobrego początku sezonu, torunianie w drugiej jego części mieli spore problemy finansowe, które odbiły się na wynikach. Ostatecznie KS Toruń zajął 7 miejsce w ekstralidze i musiał spotkać się w barażach o utrzymanie z Intarem ostrów. Oba spotkanie barażowe torunianie pewnie wygrali i zapewnili sobie dalszy ekstraligowy byt.
Kilka tygodni później w drużyn postanowił zainwestować jeden z najbogatszych Polaków - Roman Karkosik oraz jego firma – Unibax. Do zespołu "Aniołów" dołączyli Ryan Sullivan, Matej Zagar i Robert Kościecha, a torunianie wymieniani byli jako jedni z kandydatów do medalu w sezonie 2007. I tak też się stało. Pomimo plagi kontuzji jaka nawiedziła zespół, „Anioły” kroczyły od zwycięstwa do zwycięstwa by po sezonie zasadniczym być liderem rozgrywek z kompletem punktów bonusowych na swoim koncie. Liderami zespołu byli Sullivan i Jaguś. Dzielnie wtórowała im toruńska młodzież w osobach Karola Ząbika i Adriana Miedzińskiego. Swoje bardzo ważne punkty dorzucał także Robert Kościecha, który po sezonie został okrzyknięty pechowcem 2007 roku. Niestety, jedyną dziurą torunian okazała się para obcokrajowców Dryml – Zagar, którzy kompletnie nie dostroili się do formy kolegów z drużyny. Pomimo wielu niedogodności torunianie dotarli do finału rozgrywek, gdzie przyszło im się zmierzyć z zespołem Unii Leszno. Zawodnicy Unibaksu dzielnie walczyli w pierwszym meczu w Lesznie, gdzie pomimo nieobecności wspomnianego Kościechy przegrali 8 „oczkami”. Pierwsze dwa biegi meczu finałowego w Toruniu ułożyły się jednak po myśli gości, którzy zwiększyli swoją przewagę do dwunastu punktów. Pomimo wielu starań Unibaksowi nie udało się odrobić strat do świetnie dysponowanych tego dnia leszczynian. Pomimo przegranej w finale rozgrywek, rok 2007 można jednak z pewnością uznać do udanych. Po sezonie kierownictwo klubu postanowiło zakończyć współprace ze wspomnianą dwójką Zagar – Dryml. W ich miejsce włodarze zakontraktowali Duńczyka Hansa Andersena oraz australijskiego juniora Chrisa Holdera, dzięki czemu Unibax ponownie powinien walczyć o najwyższe laury w sezonie 2008.
Tak też się stało. Od początku prym w tabeli wiodły dwie ekipy, które i w roku 2007 były najsilniejsze, a zatem Unibax oraz leszczyńska Unia. „Anioły” pomimo braku zdecydowanego lidera kroczyły od zwycięstwa do zwycięstwa. Pierwsza runda rozgrywek to komplet wygranych zespołu prowadzonego przez managera Jacka Gajewskiego. Dopiero porażki kolejno w dziewiątej oraz jedenastej rundzie na własnym stadionie z ekipami z Leszna oraz Częstochowy przypomniała zarówno toruńskim żużlowcom jak i kibicom, iż speedway to tylko sport i nie można zawsze wygrywać. Szczególnie bolała przegrana z częstochowianami. Zawodnicy po porażce z Unią chcieli za wszelką cenę pokonać „Lwy”. Los okazał się jednak złośliwy, torunianie odjechali najgorszy mecz w sezonie, zostając tym samym rozbitym na własnym obiekcie 34:59. Jedynym jasnym punkcikiem był niespodziewanie Hans Andersen, który przez cały sezon nie błyszczał.
To jednak był koniec kłopotów torunian. Zawodnicy z grodu Kopernika przypomnieli sobie początek sezonu i znów seriami zaczęli wygrywać spotkania. Trzeciej, jak się później okazało ostatniej porażki Unibax doznał dopiero w półfinale rozgrywek, gdzie w pierwszym meczu w Zielonej Górze uległ Kronopolowi 48:42. Rewanż padł jednak łupem „Aniołów”, którzy zwycięstwem 57:36 zapewnili sobie udział w Wielkim Finale.
W nim ponownie torunianie mieli spotkać się z leszczyńską Unią. Pierwszy mecz w Lesznie niespodziewanie wygrali zawodnicy Unibaksu i już tylko mały kroczek dzielił Toruń od czwartego w historii tytułu Drużynowego Mistrza Polski. Przed rewanżem wszyscy byli jednak stonowanymi optymistami, każdy wszak pamiętał sezon 2007 i dwie porażki w finale rozgrywek. Tym razem torunianie nie zrobili już błędu. Wygrana 47:43 na własnym stadionie przypieczętowała Mistrzostwo Polski, a na szyjach zawodników Unibaksu zawitały złote medale!

Po mistrzowskim sezonie po raz kolejny w historii torunian dopadł nadmiar urodzaju. Włodarze dość szybko porozumieli się z rewelacją 2008 roku – Chrisem Holderem, toteż tak naprawdę jedynym problemem było miejsce seniora oraz juniorów toruńskiego klubu. Po wielu pertraktacjach zrezygnowano z usług Hansa Andersena, który kuszony przez Wybrzeże Gdańsk raz po raz podbijał swoją cenę. Torunianie poszli jednak po rozum do głowy i nie chcieli przepłacać, dlatego też ostatnie miejsce w składzie seniorskim znalazł Robert Kościecha. Działacze szukali również obiecującego juniora, który ewentualnie mógłby załatać dziurę po Holderze. Przez media przewijało się wiele nazwisk. Ostatecznie wybór padł na Mateja Kusa. Młody Czech przed rokiem bardzo dobrze spisywał się w drugiej lidze, toteż nic dziwnego, że z wielkimi nadziejami torunianie przyjęli go do swego zespołu. Dodatkowo Unibax postanowił ściągnąć z Antypodów Darcy Warda. Młody Australijczyk zapowiadany był przez Leigh Adamsa oraz Ryana Sullivana jako talent na miarę Jasona Crumpa. Czy tak się jednak okaże? O tym przekonamy się już niebawem.
Podstawowy skład torunian był zatem już znany. Seniorów w osobach Wiesława Jagusia, Ryana Sullivana, Chrisa Holdera, Adriana Miedzińskiego i Roberta Kościechy wspierać mieli Mateusz Lampkowski, Damian Celmer oraz Matej Kus i Darcy Ward. Do ekipy dołączył jeszcze Niemiec – Martin Smoliński, który ma wskoczyć do składu w razie kontuzji któregokolwiek z zawodników. Drużyna toruńska choć ciekawa i wyrównana, nie ma w swoich szrankach gwiazd. Wariant ten może zarówno wypalić jak i okazać się bardzo destrukcyjny. Tego drugiego wariantu nikt jednak w grodzie Kopernika nie przyjmuje do wiadomości. „Anioły” wierzą w swoją siłę, a wyniki sportowe ma poprzeć najnowocześniejszy stadion żużlowy na świecie wybudowany przy Szosie Bydgoskiej w Toruniu. Jedno jest pewne, sezon będzie bardzo ciekawy, a nam nie pozostaje nic innego, jak zacisnąć kciuki wierząc, że kolejne sukcesu są tuż przed nami.






